Wejścia na bloga (od 04.03.2015)

sobota, 12 listopada 2016

Rozdział 5



            Intensywny zapach smażonego boczku rozchodził się po mieszkaniu i sprawił, że Maurycemu skręcił się żołądek. Zdjął kurtkę i zagłębił się w kuchni, gdzie czekał na niego Nikodem. Miał na sobie tylko spodnie i fartuch tak brudny i podarty, że nie pasował do żadnej z drogich kreacji przyjaciela.
            Nikodem spojrzał na gościa i uśmiechnął się szeroko, trzymając między zębami kawałek bekonu. Poprawił okulary w grubej oprawce.
            – Jestem – oznajmił oczywistość Maurycy, zerkając ciekawsko na patelnie. Nie jadł jeszcze śniadania. Nikodem wciągnął bekon za jednym zamachem i przełknął.
            – Nie śpieszyłeś się! – zarzucił mu na wstępie. – Miałem wrażenie, że czekam na ciebie ponad rok.
            Maurycy usiadł przy stole, nie przejmując się zarzutem Nikodema.
            – To co sprawiło, że czekanie na mnie wydłużało czas?
            – Spokojnie, Mauri. Najpierw jedzonko. – Uniósł patelnie. – Wierzę, że nie jadłeś śniadania?
            – Twoja wiara nie zazna uszczerbku.
            Nikodem uśmiechnął się i sięgnął do lodówki po jajka. Rozpił je o blat i wlał na patelnie. Maurycy obserwował z jaką sprawnością jego przyjaciel przyrządza śniadanie. Często było tak, że witał tak swoje „dziewczyny”, co było niewątpliwie plusem. No i nie było co ukrywać, Nikodem przejawiał talent do pichcenia i większość była zadowolona z jego kulinarnych wyczynów. W tym i Maurycy.
            – Co u Oliwii?
            – Śpi u mnie w pokoju – odpowiedział.
            Maurycy drgnął i obejrzał się przez ramię jakby mógł przez ścianę zobaczyć śpiącą sylwetkę dziewczyny. Następnie wychylił się, aby zerknąć do przedpokoju na stojące tam pary butów. Rzeczywiście, jedna para była damska, sportowa.
            Maurycy był na siebie zły, że tego nie zauważył. Musiał być bardziej zmęczony i rozkojarzony niż przypuszczał. To senne wspomnienie wytrąciło go z równowagi bardziej niż przypuszczał.
            – Ach – bąknął. – A Roderyk?
            – Nie wiem. – Wzruszył ramionami. Miał naprawdę ładnie wyrzeźbione plecy. Styl grzbietowy, ukochany przez Nikodema, naprawdę im służył. – Spuściłem go ze smyczy. Wiem, że wczoraj nocował u ciebie.
            – I nie wrócił?
            – Nie. Przynajmniej ja nic nie słyszałem – odparł spokojnie. Roderyk lubił czasami znikać.
            – I dzisiaj znów nie nocował u siebie? – drążył Maurycy, zaskoczony tym jak bardzo się zaniepokoił.
            – Czasami już nie wiem, co w niego wstąpiło – wyznał Nikodem. Włączył czajnik z wodą. – Kawy, herbaty?
            – Herbatę – poprosił. – Nie sądziłem, że Roderyk aż tak bardzo nie chce wpaść na Oliwię.
Nikodem obejrzał się przez ramię, zapominając o tym, że trzyma kawałek bekonu na drewnianej łyżce. Zrobił to tak gwałtownie, że Maurycy w ostatniej chwili uchylił się przed kawałkiem mięsa.
– Powiedział ci to? – zapytał. – Przepraszam – dodał.
Maurycy, który nie był fanem marnowania jedzenia, w milczeniu przecierpiał jak Nikodem zbiera bekon z podłogi i wrzuca go do kosza.
– Nie – odpowiedział Maurycy, gdy Nikodem wrócił do patelni. – Ale nie jestem ślepy. Dlaczego Roderyk chciałby spać u mnie na podłodze, skoro mógłby spać w swoim wielkim, wygodnym, podwójnym łóżku?
To była bardzo słuszna uwaga, która umknęła wcześniej Nikodemowi sprzed oczu, ale ciężko czasem było się skupić, gdy miało się przed sobą rude włosy Oliwii, jej jędrne piersi, płaski, gładki brzuch…
Odchrząknął, udając że myśl o szybkim powrocie do łóżka wcale nie zdominowała jego wyobraźni.
– Jakieś wnioski? – zapytał Maurycy.
– Nie. Może jej po prostu nie znosi, ale nie jest to znowu aż tak dziwne, prawda? Kiedy ostatni raz Roderyk był zadowolony z tego, że z kimś się spotykasz?
Kolejna słuszna uwaga. Nikodem powoli zatracał się w pięknym umyśle Maurycego. Oto ten chłopak, przyjaciel, widział i wiedział najwięcej z nich wszystkich. Nikodem obiecał sobie, już nie pierwszy raz zresztą, że nigdy nie zostanie nieprzyjacielem Maurycego. Mimo iż czasem rzeczony Maurycy był trudnym i dumnym człowiekiem, lepiej było mieć jego trudność i dumę po swojej stronie.
– Powinienem z nim o tym pogadać?
– Tylko jeżeli chcesz, aby ci zaserwował emocjonalne skalpowanie.
Nikodem uśmiechnął się do śniadania i przerzucił je z patelni na trzy talerze. Maurycy cieszył się, że został uwzględniony w planach. Pomógł przyjacielowi przygotować herbaty, a następnie zasiedli do stołu. Nikodem zdjął fartuch, pokazując teraz swoje ciało, ale szybko je zasłonił bluzą z kapturem. Maurycy dźgnął widelcem jajko i z nieukrywaną satysfakcją obserwował to, jak żółtko wypływa i zalewa białko.
– Dziękuję za śniadanie.
– Nie ma sprawy – rzucił niedbale.
– A Oliwia?
– Uwierz mi, zaraz wstanie jak tylko wyczuje zapach śniadania – zachichotał pod nosem, choć Maurycy nie widział w tym nic śmiesznego. Najwidoczniej nowo narodzona para miała już żarty sytuacyjne. Nikodem zasiadł przy stole. – No dobrze, teraz możemy porozmawiać.
Zabrzmiało prawie jak przejdźmy do interesów.
– O co chodzi? – zapytał Maurycy.
– Pamiętasz Denisa Lutrę? Tego rudego chłopaka, który nas zainteresował podczas treningu.
Ciężko było zapomnieć o kim, o kim Nikodem tyle się rozwodził. Nawet został po treningu, czekając pod szatnią na Denisa, by móc zaaranżować przypadkowe spotkanie. Cały Nikodem, ale jego metody się sprawdzały.
Ponieważ według Maurycego było nieuprzejmie mówić z boczkiem w ustach, jedynie skinął głową, pozwalając Nikodemowi kontynuować.
– Jego motylek miał potencjał, ale pojawił się pewien szkopuł. Denis zrezygnował z drużyny.
Maurycy przełknął powoli.
– No to Zorian, tak?
– Nie. – Pokręcił głową. – Spotkałem się wczoraj z Joachimem...
– I żyjesz?
To nie był sekret – Nikodem i Joachim, nieważne jak uprzejmie się wobec siebie zachowywali, nie przepadali za sobą, ale obaj byli mistrzami w podtrzymywaniu iluzji, iż wszystko jest w porządku. Genezy konfliktu owiane były już jednak większą tajemnicą, ale jak zawsze na temat takich serdecznych nieprzyjaciół, powstawały plotki. Jedna mówiła o tym jakoby Nikodem próbował wygryźć Joachima z pozycji kapitana i samemu nim zostać.
Prawda była nieco inna, ale Nikodem prosił, aby Maurycy zachował ją dla siebie. A Maurycy nie zdradzał sekretów.
– Nie przesadzajmy, Mauri – rzucił luźno Nikodem. – W każdym razie Denis zrezygnował, ale Joachim podał mi jego numer telefonu. Nie chciał tego powiedzieć na głos, ale on również dostrzegł talent. Więc chce go w drużynie.
– Chcesz zadzwonić do Denisa i poprosić go o to, aby wrócił?
– Lepiej. – Uśmiechnął się serdecznie. – Już się z nim umówiłem na spotkanie. Dzisiaj. I ty mi pomożesz – dodał takim tonem jakby Maurycy właśnie zgarnął największą wygraną w loterii.
– To dlatego to śniadanie...
– Mauri, to jedynie dodatek – zapewnił. – Nie pogniewam się, jeżeli nie chcesz iść ze mną, ale ty jesteś najzdolniejszym negocjatorem jakiego znam. Pomyślałem, że chciałbyś mi pomóc, zwłaszcza, że możemy pływać w sztafecie z kimś innym niż Zorianem.
Maurycy zastukał palcami o blat i chociaż udawał, że podejmuje decyzje, już doskonale wiedział, że pójdzie z przyjacielem na spotkanie z Denisem. Ostatecznie zgodził się, a Nikodem poczochrał mu w podzięce włosy.
Usłyszeli kroki zza ściany, a następnie dźwięk otwieranych drzwi. Do kuchni weszła Oliwia, ubrana w za duży i szeroki t-shirt Nikodema z napisem „Oxygen is overrated” oraz grafiką gogli pływackich.
– Cześć, Nikodem. Cześć, Maurycy – powitała ich zaspanym głosem.
Maurycy ponownie jedynie skinął głową. Nie chciał mówić z jajkiem w ustach.
Nikodem wstał z miejsca i podszedł, aby powitać Oliwię. Maurycy taktownie spuścił wzrok, a następnie dziewczyna dosiadła się obok.
– Wygląda pysznie – przyznała. Włosy miała związane z tyłu głowy. Pachniała przyjemnie pościelą i ciepłem. Maurycy znał ten zapach. Kojarzył go z przeszłości. – Maurycy?
– Hm? Tak? – Spojrzał na nią.
– Podasz mi chleb? – zapytała, przyglądając się uważnie zmęczeniu na jego twarzy.
– Oczywiście – odparł.
Podał chleb.

***

            Denis sam do końca nie wiedział czemu zgodził się na spotkanie z Nikodemem, ale powtarzał sobie, że miała mu zostać postawiona pizza. Dlatego, odrobinę spóźniony, wszedł do pizzerii na Rynku, mijając człowieka, udającego figurę i nie ruszającego się chociażby odrobinę. Taka postawa była sprzeczna z Denisem, który lubił być w ciągłym ruchu. Kochał adrenalinę, która pulsowała mu w żyłach, słodki dźwięk niebezpieczeństwa, gdy chociaż skakał na spadochronie. Podpisanie oświadczenia, że klub lotniczy nie bierze odpowiedzialności za to, że spadochron mógłby się nie otworzyć, nadawało tylko smaczku do całej tej zabawy.
            Denis wrócił myślami na ziemię i rozejrzał się po restauracji. Wzrokiem wyłowił Nikodema, któremu towarzyszył jeszcze jakiś chłopak. Zastanawiając się nad obecnością nieznajomego, podszedł do stołu. Nikodem go na początku nie zauważył lub w świetny sposób udawał, że jest zbyt zajęty przeglądaniem menu i wcale nie czeka niecierpliwie na Denisa. Maurycy z kolei obserwował przybyłego od momentu jak pojawił się w drzwiach.
            – Ach, Denis! – Nikodem odrzucił kartę dań i wstał. Uścisnęli sobie dłonie. – Cieszę się, że jednak przyszedłeś. To Maurycy, mój przyjaciel.
            – Cześć – rzucili do siebie, po czym również podali sobie ręce.
            Denis zasiadł obok Maurycego i naprzeciw Nikodema. Jeszcze raz posłał uważne spojrzenia tej dwójce.
            – Posłuchaj, wiem po co chciałeś się ze mną spotkać – oznajmił Denis. – Dzwonił do mnie Joachim… – Nikodem i Maurycy wymienili się szybkimi spojrzeniami. – On również chciał, aby wrócił na zajęcia pływackie, ale… Z całym szacunkiem, ale wydawały mi się nudne. Jestem naprawdę dobry w pływaniu – zaznaczył nieskromnie. – mam kilka medali, dyplomów, sukcesów. To stało się dla mnie nudne.
            – Płynąłeś kiedyś w sztafecie? – zapytał nagle Nikodem.
            – No… Nie, nie płynąłem – przyznał smutno. – Nie przepadam za drużynami.
            – Czyli jaki sport uprawiasz?
            – Ym… Tenis. Wspinaczka. Czasami bardziej ekstremalne – dodał. – Skakanie na spadochronie, tego typu rzeczy.
            Maurycy zastukał palcami o blat, po czym posłał spojrzenie Nikodemowi, ale ten wciąż wpatrywał się w Denisa.
            – Skakanie na spadochronie – powtórzył zaintrygowany. – Chciałbym kiedyś spróbować – wyznał. – Niemniej, pozwól, że ponowię ofertę, Denis. Wróć na zajęcia pływackie i popłyń z nami w sztafecie. Zobaczysz, że to potrafi być ekscytujący sport.
            – Ech, ale zrozum, ja nie chcę pływać…
            – Myślę, że trochę chcesz, skoro się tutaj pofatygowałeś – zauważył Maurycy. Denis zawahał się i zerknął na Nikodema. Szybka gra spojrzeń, sprawiła, że sam Nikodem się uśmiechnął.
            – Zostawię was na chwilę – poinformował, wstając od stołu. – Toaleta – dodał usprawiedliwiająco.
            Maurycy obserwował oddalającego się Nikodema, starając się odgonić z głowy myśl, iż teraz powiedzenie „tam gdzie król nie chodzi z piechotą” zaczyna mieć realne odzwierciedlenie.
            – Wiesz już, co zamawiasz? – zapytał Maurycy i zerknął na menu. W jego mniemaniu kawałek sera i ciasta był za drogi, ale rozumiał też, że tutejsza pizza jest lepsza od tej, którą on czasem serwuje u siebie w pracy. Wzdrygnął się na samą myśl, że jutro będzie musiał znów słuchać szantów kucharza.
            – Nie. – Pokręcił głową, ale nie sięgnął po menu. Maurycy właśnie oceniał, że było ładniejsze od tego w pracy. – Pływasz, prawda?
            – Zgadza się – odpowiedział spokojnie. – Stylem klasycznym.
            – Żabką?
            – Tak. Żabką – przyznał i odłożył menu. – Widziałem jak pływasz motylkiem – dodał. – Myślę, że byś był naprawdę cennym nabytkiem w naszej drużynie.
            Denis zmarkotniał. Maurycy przyjrzał się mu uważnie. Zanotował coś w pamięci, ale chciał jeszcze poddać swoją teorię próbie.
            – Pływanie nie jest tak ekscytujące jak…
            – Skoki na spadochronie. Tak, wiem – dokończył Maurycy. – Domyślam się, że skakałeś też na bungee?
            Denis wyszczerzył zęby.
            – Zgadza się. Na osiemnaste urodziny! Przyjaciele zrobili mi niespodziankę i…
            – Coś jeszcze? – dopytywał. – Jakiś inny sport?
            – Wiesz, ja ogólnie jestem sportowy – wyjaśnił.
            – A pływanie? Musisz je lubić, skoro było twoim pierwszym wyborem na zajęcia sportowe.
            – Och… – Zawahał się. – Tak, ale… Wolałbym pływać samemu niż w sztafecie.
            Maurycy połączył szybko części układanki. Jego teoria się potwierdziła. Teraz trzeba było jedynie znaleźć rozwiązanie, ale na szczęście Maurycy był w tym mistrzem. Koniec końców, nawet sam Nikodem korzystał z jego rad, a trzeba było mieć na uwadze, że Nikodema można było porównać do idealnego chłopca ze snów.
            – Posłuchaj, Denis. Nie wiem, co cię wystraszyło lub zniechęciło do pływania po jednej lekcji. Nie sądzę, aby to była trenerka Wodowska albo ktokolwiek z drużyny. Nawet Roderyk, pomimo że nie wygląda, dba o nasz zespół – mówił Maurycy, spokojnym, wyważonym tonem. – Myślę, że masz jakiś uraz, co do drużyny i samego pojęcia „drużyna”. – Zerknął na Denisa, który siedział dziwnie sztywno, co jedynie potwierdziło tezę Maurycego. – Cokolwiek by to nie było, nie sądzę, że powinieneś rezygnować. Nikodem, Borys, a nawet kapitan Joachim dostrzegli w tobie potencjał już na samym początku, gdy tylko wskoczyłeś do wody.
            Denis wykonał nerwowy gest dłonią, którą chciał chyba przygładzić swoją rudą czuprynę, ale w ostatniej chwili się rozmyślił. Ostatecznie położył rękę na menu i przekręcił je tak, aby widzieć spis dań.
            – Swego czasu bardzo zawiodłem drużynę – powiedział, nie patrząc w oczy Maurycego. – Nie chcę o tym gadać – ostrzegł.
            – Nie zamierzałem pytać – zapewnił Maurycy.
            – Widziałem was wszystkich na trybunach – tłumaczył powoli. – Zgrana drużyna, pływa razem pewnie od kilku lat. Nie przywykłem... znaczy – poprawił się szybko. – Nie jestem fanem sportów drużynowych.
            – Myślę, że i tak powinieneś spróbować płynąć z nami. Nikodem w ciebie wierzy – dodał.
            – Nawet się nie znamy – zauważył Denis.
            – Tak, to jedna z ciekawszych cech Nikodema – przyznał. – Trening już jutro. Myślę, że powinieneś przyjść. Zobaczysz, że pływanie w sztafecie może być emocjonujące. Pływanie to szybki sport, w którym potrzebna jest precyzja. Spróbuj sztafety z nami, a się nie rozczarujesz.
            Denis milczał.
            – Rozważ to – poprosił jedynie Maurycy. W tym momencie wrócił Nikodem i z uśmiechem na twarzy, zasiadł obok Denisa.
            – O czym gadacie?
            – O niczym – odparł beznamiętnie Maurycy.
            Denis go nie poprawił. Zamówili pizze.

***

            Nikodem i Maurycy szli przez Park Słowackiego, niedaleko Panoramy Racławickiej. Chociaż obaj mieszkali tutaj już kilka lat, nie byli jeszcze w środku i za każdym razem, gdy obok niej przechodzili, obiecywali sobie, że tu zajrzą. Tak stało się i tym razem. Oczywiście, w swoich planach nie uwzględniali Roderyka, którego pojęcie sztuki kończyło się na piosence „Big Bubble Butt”. Choć Maurycy z wielką radością odkrył kiedyś, że Roderyk woził w bagażniku katalog malarstwa. Musiał przyznać, że należało to do ciekawych zjawisk. Maurycy wiedział, że Roderyk umie rysować, czasem widział jego szkice, które były naprawdę dobre. Czasami podejrzewał, że mroczny tatuaż przedstawiający mroczne skrzydło wyszedł spod ręki Roderyka.
            – Dziękuję – oznajmił w końcu Nikodem. – Cieszę się, że poszedłeś ze mną na spotkanie z Denisem. Chociaż wydawał się nieugięty.
            Maurycy, prowadzący obok siebie rower jedynie wzruszył ramionami.
            – Nie oczekuj cudów.
            – Skoro o cudach – Nikodem wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy. – gdzie jest nasz cudak?
            Przyłożył telefon do ucha i czekał. Zatrzymali się nieopodal Pomnika Juliusza Słowackiego, przy którym bawiło się kilkoro dzieci.
            – Halo? – wypalił nagle Nikodem, zaskoczony tym, że Roderyk odebrał telefon po pierwszym sygnale. – Żyjesz? Gdzie jesteś? – Urwał. – Jak to w mieszkaniu? I czemu się o to pytam? Bo od dwóch dni nie było ciebie w domu. Dobrze, porozmawiamy jak wrócę. – Rozłączył się i spojrzał na Maurycego. – Roderyk wrócił.
            – O Radości, iskro Bogów...
            Nikodem roześmiał się i schował telefon.
            – Może wpadniesz do nas?
            Maurycy pokręcił głową.
            – Muszę jechać do biblioteki i zacząć pisać referat.
            – No cóż, jak wolisz. Zawsze jesteś mile widziany.
            – Dzięki.
            Pożegnali się mocnym uściskiem dłoni.

***

            Nikodem wrócił do domu, zahaczając jeszcze o sklep. Kupił kilka rzeczy, które się kończyły, a wiedział, że Roderyk nie do końca dbał o takie rzeczy jak cukier, mleko czy masło. Na dodatek przy kasie wpadł na znajomego ze studiów i się zagadali, obiecując sobie wyjście na piwo w najbliższym czasie, co mogło równie dobrze nie nastąpić.
            – Roderyk? – zapytał Nikodem, gdy zamknął za sobą drzwi. – Rodri?
            Odpowiedziała mu cisza. Zostawił zakupy w kuchni i zajrzał do pokoju przyjaciela. Nie było to szczególnie mile widziane, ale skoro nie dostał plastikową butelką w głowę, pozwolił sobie uchyli drzwi szerzej.
            Roderyk spał i chociaż Nikodem nie był ekspertem od snów, widać było, iż Roderyk nie miał zamiaru się obudzić przez najbliższy czas. Wyglądał na zmęczone, rzucił się na łóżko, nie zdejmując nawet butów. A Nikodem doskonale kojarzył, że Roderyk przeważnie sypiał nago.
            Wycofał się z pokoju Roderyka, zamykając za sobą szczelnie drzwi. Następnie po cichu rozpakował zakupy i poszedł do swojego pokoju.
            Zamknął się w nim.

***

            Maurycy siedział nad książką i w skupieniu ją kartkował. Przeleciał palcem po akapitach i odnalazł to czego szukał. Bycie studentem prawa na piątym roku wcale nie było, aż tak łatwe jak mówiono mu na początku studiów. Spokojnie Maurycy. Im dalej, tym mniej zajęć. I istotnie, była to prawda, zajęć miał mniej. W drugim semestrze może mieć właściwie tylko dwa wykłady. Niemniej, piąty rok oznaczał pracę magisterką. Dlatego, korzystając z okazji, że musi napisać referat, postanowił też zebrać część informacji do pracy. Naturalnie, Maurycy już dawno zaczął pisać. Miał zamiar skończyć pisanie pracy do końca roku, co oznaczało, że następny semestr planował mieć luźniejszy. Kto wie, może jakieś praktyki?
            Chociaż myśl o odrobinie czasu dla siebie była kusząca. Harował od czterech lat.
            Dopiero po jakimś czasie zorientował się, że między półkami naprzeciw stołu stał wysoki chłopak z delikatnym, jasnym zarostem i w okularach o jeszcze grubszej oprawie niż te Nikodema. Miał na sobie luźny i rozpięty, kremowy cardigan. Pod pachą trzymał jedną z książek, a inny wolumin (okładka wyglądała niebezpiecznie jak kodeks prawa karnego) trzymał w dłoniach i czegoś w nim poszukiwał.
            Maurycy zatrzymał na nim dłużej wzrok. Mężczyzna wyglądał na starszego od Maurycego, ale jego ubranie mówiło, że chyba jeszcze zatrzymał się na czasach studenckich. Było coś nieprzyzwoicie eleganckiego w sposobie jakim trzymał książkę, w jakim jego oczy odkrywały tekst, kolejne paragrafy i artykuły. A gdy uniósł wzrok i spojrzał wprost na obserwującego go chłopaka, uniósł brew. Skinął powoli głową Maurycemu. Odpowiedział mu tym samym.
            Mężczyzna wrócił do kodeksu, a potem wycofał się za regał. Maurycy z przyjemnością, zaskoczony sam sobą, stwierdził, iż to miło, że są jeszcze na świecie mężczyźni, którzy byli przyjemni dla oka.
            Wrócił do szukania informacji do referatu z prawa podatkowego.




11 komentarzy:

  1. Ten moment, kiedy wiesz, że dzień będzie już dobry. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wierzyłam, że kiedykolwiek będzie następny rozdział...
    Jesteś wielki! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestes wielki Silver jestem zachwycona.... nie moglam sie doczekac.... mam nadzieje ze bedzie wiecej i wiecej i duuuuzo... kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. No niewiarygodne!! Rozdział <3 Żałuję, że nie mogłam być na LS O.o
    "Nikodema można było porównać do idealnego chłopca ze snów." ^^
    Alys

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czemu ale myślę, że Roderyk coś czuje do Maurycego, albo to po prostu ja i moje szalone shippowanie. :) Opowiadanie świetne, życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. I jak autorze? Kontynuujesz? Dosc dlugo nie bylo wpisu :'(

    OdpowiedzUsuń
  8. Tytuł chyba idealnie określa to opowiadanie. "Wstrzymany". 😂😂
    Ale dużo weny życzę, a jak nie na ten tekst to inny 😁💕

    OdpowiedzUsuń
  9. ;_; proszę. Chce wiedzieć co dalej

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam,
    rozdział jest wspaniały, czemu Rodrykowi Olivia się nie podoba, a może tutaj chodzi o Nikodema, może coś do niego czuje...
    mam nadzieję, autorze, że powrócisz do tego opowiadania...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy tu coś kiedyś jeszcze będzie? Błagam :(((((

    OdpowiedzUsuń